Powietrze było nie do wytrzymania. Zmieszany zapach tanich papierosów i wódki był najgorszą rzeczą, jaką Cassandra chciałaby teraz czuć. Brudne ubrania waliły się kupkami razem z butelkami po spożytym alkoholu jednak mężczyźnie i jego towarzystwie to nie przeszkadzało. Aktualnie jedyną rzeczą jaka była teraz najważniejsza to dobra zabawa. Bezsensowne granie w pokera wciągnęło ich, że aż nie zauważyli rudowłosej. 'To dobrze' pomyślała po czym cichutko jak mysz skierowała się do pokoju na górę. Nie pamiętała od kiedy ojciec stał się takim człowiekiem. Kiedyś był zupełnie inny dopiero po śmierci Annie, matce i żonie tak się zmienił. Zaczął pić i palić a czasem ćpał z młodszymi panienkami od siebie. Tak było często, zbyt często aż z czasem stało się to codziennością. Ekskluzywny klub jaki prowadził, stał się ruderą a właściwie domem publicznym, który nie wiadomo czemu, nadal miał powodzenie.
Wszystko się zmieniło w rodzinie McConnis od śmierci Annie. Dzieci mogły robić co tylko chciały, ojciec miał to w nosie. Nikt o nic nie dbał jedynie Cassie o młodszego brata ale najważniejsze co utracili, to rodzinne ciepło, którego nikt teraz nie odczuwał, ponieważ wszyscy byli zajęci tylko sobą.